Nieświadomi ludzie przechodzą przez życie niczym zombie. Postępują tak, jakby byli nieśmiertelni. Z początku wydaje im się, że wszystko robią właściwie, bo wybierają utarte i bezpieczne szlaki, nie wychylają się przed szereg i starają się być normalni. Przykładu nie musimy daleko szukać, bo gdy patrzmy na naszych rodziców lub dziadków, często kręcimy głową z niedowierzaniem. „Jak można chodzić do nudnej i nierozwojowej pracy przez większość życia i każdy dzień spędzać przed telewizorem lub sprzątając?” Z biegiem lat wyrastamy ze spontaniczności, radości i szczęścia, a nasze dusze zaczynają pomału gnić. Uśmiercamy to, co w nas najcenniejsze — zachwyt chwilą obecną i otaczającym nas światem.

Pamiętam w swoim życiu dwie chwile, kiedy zaczynałem nieświadomie dziadzieć i pomału przeobrażałem się w opisane zombie. Gdy byłem przystojnym młodzieńcem, który niedawno zdał prawo jazdy, poznałem piękną kobietę, która pewnego poniedziałku poprosiła mnie o godzinie 23:37:

— Jedziemy gdzieś?

— Ale gdzie? Przecież wszystkie restauracje są zamknięte, wszystko jest pozamykane.

— Po prostu pojeździć, lubię to…

Mój nieświadomy umysł zombie nie potrafił tego pojąć…

— Jak po prostu pojeździć? Bez celu?

— Tak, mam na to ochotę.

Nie wierzyłem w to, co słyszałem. Mój mózg nie nadążał. Wydawało mi się, że ta śliczna istota zwariowała, bo co to za przyjemność jeździć bez sensu po mieście? Myślę szybko i intensywnie, po czym odpowiadam.

— OK, chodź, jedziemy.

Widzę niesamowitą radość na jej twarzy, której nie potrafię zrozumieć. Jadę tylko po to, by sprawić jej przyjemność.

Teraz to przeanalizujmy. Czy zachowałem się jak ktoś, kto chwyta życie i robi magiczne rzeczy, doświadcza życia w sposób epicki? Nie. Zachowałem się jak zgrzybiały rodzic, który na wszystko potrzebuje dostać logiczną odpowiedź. Miałem ledwo dwadzieścia parę lat, a już miałem tak zakażoną duszę i serce. A co pomyślisz o mojej dziewczynie? Widać, że jeszcze nie uszło z niej życie, chwyta je niczym małe dziecko. W pełni nieświadomie, ale stworzyła wyjątkową i epicką chwilę. Teraz wyobraź sobie, że dostroiłbym się do jej fal i od razu bez słowa pognalibyśmy przed siebie. Jadąc gdzieś daleko i zapominając o bożym świecie. Romantyczne, wzniosłe, spontaniczne, szalone, piękne. To się nazywa, ogólnie rzecz biorąc, Life Mastery.

To nie tylko projekt, ale także ideologia, nurt, styl życia, w którym zakochałem się bez granic i postanowiłem zaadaptować, aby zarazić nim świat.

Kolejnym momentem, w którym złapałem się na tym, że zaczynam zmieniać się mentalnie w bezdusznego i niewzruszonego wyjątkowością życia starszego pana, była chwila małej przerwy w okresie, w którym bardzo dużo pracowałem. Nie tak dawno był czas, w którym moje finanse rodzinne były dramatyczne. Uznałem zatem, że poza całodniowymi zajęciami ze sportowcami nocą będę pisał książkę. Tak się zapędziłem, że w ciągu trzech lat napisałem cztery i odniosłem wiele sukcesów z nimi związanych. Jednak w pewnym momencie zrozumiałem, że od lat nie zrobiłem niczego dla siebie. Nie doświadczyłem niczego fajnego.

Pewnego wieczoru moją uwagę przykuła moja pięcioletnia córka, którą wszystko fascynuje, która ciągle się bawi i śpiewa. Jest przy tym tak szczera i autentyczna, że aż łezka się w oku kręci. Przypomniałem sobie wtedy, po co tak naprawdę żyję. Czułem, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Wiedziałem, że lata lecą, a ja zachowuję się jak stary pryk. Potrzebowałem czasu i odpowiedniego otoczenia, żeby się przełamać i wyjść z rutyny dziada.

Wtedy przypadkiem odświeżyłem znajomość z przyjacielem Kubą, który jest ambasadorem i moją ikoną idei Life Mastery. Każdy dzień, jaki doświadczałem u jego boku, był magiczny. Często wpadałem do niego na obiad, bo skubaniec tak gotował, że trudno to opisać słowami. W każdą potrawę wkłada serce i za każdym razem stara się być lepszy. Uczy się od najlepszych na świecie, z Internetu i książek, stale wyznacza sobie coraz wyższe standardy.

Żeby była jasność, Kuba nie jest kucharzem, tylko robi to z pasji. To, że każde danie jest niesamowicie pyszne, to jedno, ale cała oprawa jest jeszcze bardziej wzniosła. Dekorowanie talerza to również jego konik. Do czego zmierzam? Nieświadome zombie ugotowałoby rosół, schabowego i ziemniaki z surówką. A wystarczy się czasem trochę postarać, poduczyć, by stworzyć coś wyjątkowego. Dlaczego nie robić tego na co dzień, nawet chociażby z gotowaniem?

Kuba kocha kobiety. To nie tajemnica. Poziom rozpieszczania ich ma opanowany do perfekcji. Pyszna kolacja, świeczki zapalone we wszystkich pomieszczeniach, lampki szampana i uwaga! Sam szampan nie wystarczy. Kuba nie byłby sobą, gdyby nie pokroił truskawek w równe kosteczki i nie wrzucił ich do kieliszków. „Dlaczego? Po co?” — zapytałoby bezduszne zombie… Ego w tym momencie może Ci podpowiadać: „Tyle zachodu… Trzeba więcej czasu na ugotowanie, bez sensu palić świeczki i bez przesady z truskawkami…” Umysł zombie jest w stanie zrozumieć to dopiero, gdy sam odczuje Life Mastery. Musi doświadczyć na własnej skórze, inaczej nigdy tego nie pojmie.

Może to być przejechanie się wymarzonym mercedesem, który zostało stworzony z sercem i jest ucieleśnieniem wizji doskonałości. Może to być podarowany kwiatek, który został zerwany przez nasze dziecko z pola. Spacer po parku zamiast siedzieć przed telewizorem. Napisany odręcznie list zamiast e-maila. Śpiewanie podczas jazdy samochodem zamiast ponurego stanu stand by zawieszonego umysłu. Skakanie z klifu do wzburzonego oceanu zamiast robienia zdjęć z góry. Możemy oglądać zachód słońca z balkonu i powiedzieć, że był ładny. Fajnie, ale co, gdyby przygotować kosz przysmaków, zabrać koc, głośnik i pojechać nad pobliskie jezioro i celebrować, jak promienie słońca mienią się na tafli wody, w tle leci nasz ulubiony utwór, a kubki smakowe są wręcz głaskane przez różne wspaniałości… Chodzi o stworzenie wyjątkowej i w razie możliwości niezapomnianej chwili. To właśnie Kuba. To właśnie sztuka tworzenia epickości, której doświadczyłem w pełni, przebywając z nim.

Szuka ta wymaga praktyki, poświęcenia i wyjścia poza strefę komfortu. By sprawiać radość bliskim, musimy dać z siebie troszkę więcej, wtedy odczują, jak bardzo nam na nich zależy. Sami będziecie dzięki temu szczęśliwsi, bo nie ma nic piękniejszego, niż sprawiać radość rodzinie, partnerowi czy przyjaciołom. Ja już podjąłem decyzję — chcę, żeby każdy dzień mojego życia był magiczny i wyjątkowy.

Ważne jest ciągłe poszerzanie horyzontów poprzez eksplorację nowych pasji i unikatowych doświadczeń, aby stawać się mistrzem życia na wielu płaszczyznach. Stwórz swój własny obraz Life Mastery, podróżuj i odkrywaj, do czego tak naprawdę jesteś zdolny. Stań się świadomym twórcą epickiego życia.

Fragment książki „Life Mastery. Sztuka Tworzenia epickiego życia.”
Oficjalny sklep: www.obsesjadoskonalosci.com 
Zobacz film promujący YouTube poniżej!

 

O autorze

Dawid Piątkowski

Twórca Football Training Center. Ekspert przygotowania motorycznego oraz trener mentalny sportowców. Autor książek Obsesja doskonałości oraz Niemożliwe. Jako trener współpracuje z Olimpijczykami, reprezentantami Polski, zawodnikami Ekstraklasy w piłce nożnej, Plus Ligi w piłce siatkowej, piłce ręcznej, hokeja na lodzie oraz tenisistami klasy światowej biorących udział w turniejach wielkiego szlema jak Roland Garros czy Wimbledon oraz rozgrywkach ATP World Tour. Wychowanek śp. dr. Jerzego Wielkoszyńskiego. Pod okiem Doktora, rozwijał się u boku trenerów kadry narodowej w piłce nożnej oraz wybitnych Polskich piłkarzy jak Andrzej Niedzielan czy Kuba Błaszczykowski.