Gdy byliśmy jeszcze dziećmi, jedyne, co nas interesowało, to zabawa. Mogliśmy całymi dniami się bawić bez przerwy. Nawet obiad nie był wystarczającą motywacją, by wracać do domu. Oddawaliśmy się chwili obecnej bez opamiętania. Byliśmy całkowicie tu i teraz.

Kolejnym etapem było szukanie aprobaty u rówieśników. Chcieliśmy być lubiani, bo kto by nie chciał. Poszukiwaliśmy bratniej duszy, z którą moglibyśmy podbijać świat. Wraz z wiekiem nasza orientacja zaczynała się przekierowywać na płeć przeciwną. Mogę się założyć, że emocje pierwszego zakochania pamiętasz do dziś. Nie zawsze te związki były najmądrzejsze, ale na pewno warte doświadczenia. Przeżywanie każdego dnia, każdej chwili z ukochaną osobą uskrzydlało nas. Czuliśmy te piękne emocje każdym centymetrem naszego ciała.

Gdy kończymy etap szkolny, najczęściej rozpoczyna się pogoń za różnymi zachciankami materialnymi. Lepsze ciuchy, gadżety, wakacje, samochód czy mieszkanie. To tylko kilka z setek zachcianek i obiektów pożądania. Dlatego postanawiamy iść do pracy, której nie lubimy, gdzie często przesiąkamy negatywnym emocjami i zarażamy się przeciętnością od innych ludzi. Z każdym rokiem stajemy się coraz bardziej bezpłciowi, szarzy i ponurzy, jakby ktoś wysysał z nas życie. Czujemy coraz większą potrzebę zarabiania pieniędzy, które doprowadzą nas do dobrego samopoczucia podczas zakupów. Zapominamy wtedy, że to nie o posiadanie fajnych rzeczy chodzi, bo one najzwyczajniej w świecie się nudzą. Ale wtedy jeszcze tego nie widzimy. Nikt nam tego nie powiedział, dobrze nie wytłumaczył.

Wtedy przychodzi moment, w którym dochodzimy do wniosku, że nie chcemy tak żyć. Zaczynamy się troszkę rozwijać, czytać mądre książki i inspirować treściami znalezionymi w Internecie. Dociera do nas, że to marzenia są w życiu najważniejsze. Realizujemy je jedno po drugim. Od zakupu wymarzonego samochodu, zegarka, wymarzonych wakacji, po magiczne doświadczenia, jak skok ze spadochronem czy wejście na Kilimandżaro. Mimo że zrealizowaliśmy większość marzeń, dalej czujemy, że coś jest z naszym życiem nie tak. Zaczynamy rozumieć, że proporcje się nie zgadzają. Chore jest, żeby pracować w okropnej pracy przez wiele miesięcy dla krótkiej chwili osiągnięcia celu. Okazuje się, że to nie realizowanie marzeń jest najważniejsze, a podróż do celu.

Sztuka Life Mastery jest świadomym powrotem do czasów dzieciństwa. Sekret tkwi w patrzeniu na świat przez pryzmat dziecka. Dostrzeżenie piękna tam, gdzie na pierwszy rzut oka go nie widać.

Dziś, 11 września 2017 roku, wydarzyło się coś wyjątkowego…

— Tato, tato, tato!!!

— Co się stało?

— Wypadł mi ząb mleczny! Zobacz, zobacz, zobacz!

— Ale super! Pokaż, pokaż, pokaż szybko!

Szczęście i radość mojej kochanej córeczki udzieliły mi się. Zaraziła mnie swoim entuzjazmem. Mimo że moje ego szeptało mi do ucha: „I co z tego? Czemu się tak podniecasz? Przestań krzyczeć!”, to nie pozwalam sobie na wypowiedzenie tych bezdusznych automatycznych myśli. Teraz rozumiem, że piękno i magię życia możemy dostrzegać wszędzie. Jestem pilnym uczniem otaczających mnie przyjaciół i przede wszystkim mojej kochanej córeczki. Moje życie zatoczyło krąg. Na nowo muszę nauczyć się dostrzegać magię. Na szczęście mam najlepszą nauczycielkę na świecie!

Gdy stajemy się dojrzali, to, jakie emocje odczuwamy, postrzegając świat, przyrodę, ludzi, rzeczy, sport, pracę, a nawet pogodę, zależy bezpośrednio od naszych doświadczeń życiowych oraz tego, kto i gdzie nas wychowywał. Ocena wymienionych przykładów byłaby różna dla każdego nieświadomego człowieka. Dlatego gdy dwóch ludzi patrzy na przykład na obraz Dama z łasiczką Leonarda da Vinci, jeden może zachwycać się każdym detalem, śnić o nim, analizować dniami i nocami, co wielki twórca miał na myśli, malując swe dzieło; drugi zaś patrzy i nie rozumie, co takiego specjalnego w nim jest, żeby się tak podniecać…

Będąc nieświadomym zjadaczem chleba, jesteś skazany na przypadkową ocenę tego, co jest fajne i nie, piękne i brzydkie, niezwykłe i zwykłe, epickie czy banalne. Skoro nasze oceny i emocje z nimi związane są zależne od tego, gdzie się wychowaliśmy oraz od naszych doświadczeń życiowych, to może mamy w sobie moc, by świadomie dostrzec piękno tam, gdzie wcześniej go nie widzieliśmy?

Pamiętam doskonale, jak sam byłem nieświadomy. Wstawałem rano, szedłem do pracy, coś tam robiłem, wracałem do domu pooglądać telewizję i szedłem spać. Zero magii i jakiejkolwiek mistyki. Nie byłem wdzięczny za to, że mam szczęśliwą rodzinę, jestem zdrowy czy że nie mam żadnych poważnych problemów. Nie dostrzegałem, że sam fakt życia, oddychania i poruszania kończynami jest nieprawdopodobny. Nie dostrzegałem wielu rzeczy. Byłem niczym robot, który po prostu jest. A to, że jestem człowiekiem, mam wolną wolę i mogę tworzyć rzeczy, które sobie wyobrażam, to przecież normalne…

Gdy doznałem duchowego przebudzenia i udało mi się uwolnić mój umysł od schematów automatycznych ocen i interpretacji, odkryłem, że wszystko jest niesamowite i magiczne. Mogę zarządzać swoim ciałem, wstać i robić, co chcę. Zanim o tym pomyślę, mogę poruszać swoimi dłońmi… Dla większości ludzi to totalny banał. A tak nie jest. W tamtym czasie naszła mnie kolejna refleksja. „Czy przypadkiem mogę dowolnie podkręcać emocje, na przykład patrząc na zachód słońca?” I tak oto, w prosty sposób, otworzyły się dla mnie drzwi — nie dość, że do dostrzegania piękna i majestatu wszędzie, to w dodatku nauczyłem się potęgować te emocje.

Aby zmienić niechciane nawyki patrzenia jak zombie na cokolwiek, przykładowo deszcz, potrzeba woli i pragnienia, aby deszcz nas nie irytował, tylko na przykład wprawiał w nastrój do tańca. Wystarczy bardzo tego chcieć, a będziesz w stanie zmieniać interpretację oraz świadomie potęgować wybrane emocje. Umysł działa w bardzo prosty sposób. Jeżeli każesz mu poszukiwać na przykład koloru czerwonego, już po krótkiej chwili zaczniesz go wokół siebie dostrzegać znacznie więcej. Nagle będzie go więcej i więcej… Możesz również nakazać mu potęgować barwę. Wpatrując się nawet przez krótką chwilę w kolor czerwony, będzie on się stawał z każdą sekundą coraz bardziej intensywny. Dlaczego tak się dzieje? Bo tak zdecydowałeś!

Tak samo ma miejsce z każdą sytuacją. Będąc w kinie, możesz się szybciej i bardziej wzruszyć czy rozbawić. Patrząc na zachód słońca, możesz odczuwać jego majestat, piękno i siłę. Wchodząc do salonu samochodowego, dostrzeżesz, ile miłości i pasji musiał włożyć projektant, by stworzyć tak doskonałą linię pojazdu. Idąc na kolację ze swoją kobietą, wystroisz się na bóstwo i zamówisz najlepszy stolik z odpalonymi świeczkami. Jadąc na wakacje, wybierzesz te z pozycji serca, a nie tylko te, które najbardziej się opłacają. Gdy Twojemu dziecku wypadnie ząb, przeżyjesz to tak, jakbyś sam miał niespełna 7 lat…

Fragment książki „Life Mastery. Sztuka Tworzenia epickiego życia.”
Oficjalny sklep: www.obsesjadoskonalosci.com 
Zobacz film promujący książkę na kanale YouTube poniżej!

O autorze

Dawid Piątkowski

Twórca Football Training Center. Ekspert przygotowania motorycznego oraz trener mentalny sportowców. Autor książek Obsesja doskonałości oraz Niemożliwe. Jako trener współpracuje z Olimpijczykami, reprezentantami Polski, zawodnikami Ekstraklasy w piłce nożnej, Plus Ligi w piłce siatkowej, piłce ręcznej, hokeja na lodzie oraz tenisistami klasy światowej biorących udział w turniejach wielkiego szlema jak Roland Garros czy Wimbledon oraz rozgrywkach ATP World Tour. Wychowanek śp. dr. Jerzego Wielkoszyńskiego. Pod okiem Doktora, rozwijał się u boku trenerów kadry narodowej w piłce nożnej oraz wybitnych Polskich piłkarzy jak Andrzej Niedzielan czy Kuba Błaszczykowski.